„Łatwo zakochać się w nieodpowiedniej osobie.
Jeszcze łatwiej zakochać się we właściwej osobie.
Najłatwiejsze jest jednak zakochanie się w bratniej duszy.
To przeznaczenie.”

 

Mam przyjemność przedstawić kolejną, trzecią już perełkę wydaną nakładem Wydawnictwa Szósty Zmysł. Po raz kolejny nie zawiodłam się. Po raz kolejny nie mogłam się od niej oderwać.

Wydawnictwo nie pozwala na nudę i zapewnia taką dawkę emocji, że trudno się pozbierać i wrócić do rzeczywistości.

Kolejna książka, która UZALEŻNIA.

Tym razem jednak powieść łamie nam serce i nijak nie da się go posklejać, skrajnie kontrowersyjna, poruszająca, wstrząsajaca.

Główna boheterka, Catherine, ma z pozoru idealne życie – kochającego, troskliwego męża, uznanego prawnika, który był jej wielką miłością, niczym z bajki, pełną namiętności od samego początku, co autorka cudownie ukazała dzięki retrospekcjom.

Luksusowe życie, pieniądze, świetna praca, piękny dom, pełne poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Do szczęścia brakuje jej tylko dziecka, jednak Cathy cierpi na przypadłość, która uniemożliwia jej donoszenie ciąży. Z każdym poronieniem jest coraz bardziej zdruzgotana. Ostatnie niszczy jej świat doszczętnie i bardzo odbija się na jej psychice.

Mimo ogromnego wsparcia i miłości męża, który mnie wręcz rozczulał swoją postawą – bohaterka odsuwa sie od niego. A kiedy na jej horyzoncie pojawia się syn nowego kontrahenta, Arsen, który budzi w  niej chęć do życia, do walki o siebie – daje się ponieść.

„(…) czuję się jakby ktoś zdjął mi kamień z serca.
Znów mogę oddychać bez bólu.
Przy Arsenie mogę wreszcie rozpaczać i nie muszę udawać, że wszystko w porządku.
Przy Arsenie mogę dać się ponieść emocjom i nie muszę się ich wstydzić.
Przy Arsenie mogę być sobą.”

 

Książka jest bardzo kontrowersyjna,
czytając nie mogłam się zdecydować, komu współczuję bardziej, komu kibicuję, komu życzę szczęścia. Jednak nie jestem po stronie Cathy, uważam, że nic, co dotychczas ją spotkało nie usprawiedliwia jej postępowania. Nie wzbudziła we mnie sympatii, wręcz odwrotnie – niezdecydowana, szalona, wręcz niestabilna, egoistyczna, samolubna i niedojrzała. Autorka niejednokrotnie zaznacza jak mało brakowało, żeby uniknąć tej katastrofy, podkreśla jak ważna w związku jest po prostu rozmowa. Trudno jednak oceniać, samemu nie znajdując się w podobnej sytuacji. Natomiast Arsen, bożyszcze kobiet, nie zrobił na mnie wrażenia, zyskał w moich oczach dopiero po przeczytaniu całości. Moim faworytem zdecydowanie jest Ben.

Powieść wzbudziła we mnie całą masę negatywnych uczuć, złości, wręcz obrzydzenia, ciężko powiedzieć, żeby fabuła spodobała mi się, jednak napisana została po mistrzowsku – tak, że czytając nie sposób się od niej oderwać, mimo tych 500 stron. Jest bardzo dynamiczna, pełna skrajnych emocji, nieustających zwrotów akcji i niespodzianek, pokazuje wewnętrzne rozdarcie i złamane serce w pełnym znaczeniu tego słowa. Zero przewidywalności, każda teoria i ocena, jaką postawiłam, po przeczytaniu epilogu zniknęła, a autorka zupełnie mnie zdezorientowała.

Niby klasyczny trójkat, niby typowe konsekwencje, niby sprawiedliwa karma, ale jednak nie, autorka kończy historię tak, że wszystko, co myślałam wcześniej i jak ją oceniałam przez większą część książki – pryska.

 „Chcę, żeby uwolniła się od swoich demonów.
Chcę, by w moich ramionach szukała pocieszenia.
Chcę być jej cholernym wybawicielem.
Chcę pomóc jej wyzdrowieć.”

 

Opowieść, która absolutnie nie pozostanie obojętna. A jeśli chodzi o obfite opisy wątków erotycznych, których moim zdaniem jest zbyt dużo, z pewnością usatysfakcjonuje wszystkie fanki powieści o Christianie Gray’u.

„Arsen”, dzięki doskonałym opisom uczuć i emocji, które możemy odczuć na sobie, daje do myślenia, polecam każdej zagubionej kobiecie uwikłanej w podobną sytuację. Bardzo trudna, skomplikowana i życiowa, w niczym nie przypomina pięknej bajki, gdzie bohaterowie dzielą się na tych dobrych i złych.

„Arsen” to prawdziwe życie, odwrotność tego, co zazwyczaj znajdujemy w książkach o miłości, wszystko na opak. Kiedy wydaje się, że zakończenie dobiegając ku końcowi uspokaja nam serce – autorka łamie je na pół.

Początkowo można by się zastanawiać, o czyjej nieszczęśliwej miłości mowa w tytule książki. Główna narracja prowadzona jest z perspektywy Cathy, jednak pojawiają się też wątki z punktu widzenia obu mężczyzn, więc widzimy uczucia każdego z bohaterów. Sytuacja bez wyjścia, miłosny trójkąt, w którym ktoś zawsze ucierpi. Komu przypadł ten „zaszczyt” w historii M.Asher?

Przekonajcie się same. Naprawdę warto.

„Gdy patrzyłem, jak odchodzisz, zabierając ze sobą
wszystkie moje niespełnione marzenia, sny, które jeszcze się nie ziściły, czułem w sercu każdą uncję miłości, jaką do ciebie żywiłem, i byłem tego wszystkiego świadom… gdy patrzyłem, jak odchodzisz. Ale ty też to wiedziałaś, bo zabrałaś moje serce ze sobą.”

 

Gorąco polecam 

i bardzo dziękuję Wydawnictwu